Gorączka przedświąteczna sięga zenitu, ja tymczasem spokojnie pakuję zakupione w dobrym czasie i dobrej cenie prezenty dla rodziny. Dzwonek. Otwieram. „Cześć sąsiad, pożycz wiertarkę”. Mam, więc pożyczam.

Wracam do pakowania. Dzwonek. „ Cześć sąsiad. Masz może jakieś śrubki?” Mam, całą masę śrubek, bo któż nie ma w szafie lub w garażu całego mnóstwa pojemników ze śrubkami, to zawsze się przydaje. Prowadzę sąsiada do garażu. Grzebie w pudełkach. Coś znajduje. Bierze. Wracam do pakowania. Dzwonek. „ Cześć sąsiad. Masz może silikon?” Mam. Na wszelki wypadek daję razem z pistoletem. Wracam do pakowania prezentów. Dzwonek. Zaczynam nieżyczliwie myśleć o jednostce ludzkiej stojącej za drzwiami. „ Cześć sąsiad, to znowu ja, masz może jakiś kawałek gumowej uszczelki?” Nie wytrzymałem i pytam po co to wszystko. „ A bo drzwi mi opadły i strasznie trzaskają i wieje przez szpary, więc mnie żona przed świętami do roboty zmobilizowała”.
Interesujące – pomyślałem sobie – po co mu wiertarka, silikon i śrubki. Ja potrzebowałbym do tego poziomicy, kątownika, śrubokrętu i ewentualnie nowej uszczelki. Zlitowałem się nad człowiekiem, zadzwoniłem, poradziłem, wysłałem mu link do dobrego filmu instruktażowego https://www.youtube.com/watch?v=XaWW1H2j50E i wróciłem spokojnie do pakownia prezentów. Mnie żona do prawidłowego dbania o nasze drzwi, nie musi motywować.